Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 119 919 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Antybiotyki...


     Cefalosporyny np. duracef, biodroxil, zinnat, zinacef, ceclor, cedax, bioracef, biofuroxym są również bezpieczne dla zdrowia człowieka.

Antybiotyki makrolidowe np. erytromycyna, davercin, rulid, rovamycyna, klacid, fromilid, sumamed należą do najmniej toksycznych i najbezpieczniejszych wśród leków antybiotycznych. Objawy nadwrażliwości na makrolid to: wysypka alergiczna, podwyższenie temperatury ciała, żółtaczka. Wszystkie te objawy ustępują w ciągu kilku dni od odstawienia leku. U pacjentów z uczuleniem na penicyliny, stosuje się z wyboru właśnie antybiotyki makrolidowe. W grupie makrolidów zdarza się czasem oporność krzyżowa tzn. bakterie nabywające oporność na jeden z tych antybiotyków, są jednocześnie oporne na inne makrolidy.

Klindamycyna (Dalacin C) jest pochodną antybiotyków makrolidowych. Zalecana jest do leczenia ciężkich zakażeń, kiedy nie można zastosować innych bezpieczniejszych antybiotyków.


Tetracykliny np. doksycyklina, są antybiotykami o bardzo szerokim zakresie działania przeciwbakteryjnego. Niestety łatwo powstają szczepy bakteryjne oporne na ten leki. Dlatego też wskazania do ich stosowania są ograniczone do wyraźnie określonych zakażeń. Tetracykliny mogą również wywoływać objawy uboczne ze strony nerek, wątroby i układu kostnego. Tetracykliny łączą się w trwałe kompleksy z jonami wapnia i odkładają w kościach oraz zębach, co u dzieci prowadzi to do uszkodzenia i przebarwienia zębów. Dlatego też dzieciom do lat 14 nie powinno podawać się tych antybiotyków. Tetracyklin nie wolno również stosować w okresie ciąży i karmienia, ponieważ stwarzają duże zagrożenia dla płodu, noworodka i małego niemowlęcia.

  Antybiotyki aminoglikozydowe (gentamycyna, biodacyna, neomycyna) są skutecznymi lekami o szerokim zakresie działania, które zarezerwowano do terapii ciężkich zakażeń. Warto wspomnieć, że gentamycyna jest jednak antybiotykiem stosunkowo toksycznym. Działania uboczne dotyczą występowania zaburzeń równowagi (zawroty głowy, szum w uszach) i słuchu oraz uszkodzenia nerek. Jak wykazują badania, biodacyna jest mniej toksyczna dla nerek niż gentamycyna. Neomycyna stosowana jest najczęściej na skórę i do oczu, i aby nie upośledzała słuchu, używa się jej krótko.

 

Jak zażywać antybiotyk?
     1. antybiotyk zażywaj tylko na polecenie lekarza. Rodzaj antybiotyku uzależniony jest do choroby, ponieważ żaden antybiotyk nie działa na wszystkie rodzaje bakterii.
     2. Ściśle przestrzegaj zaordynowanych odstępów czasowych w dawkowaniu leku. Jest to związane z czasem działania pojedynczej dawki antybiotyku. Zbyt długie przerwy między kolejnymi dawkami leku mogą prowadzić do rozwoju oporności bakterii na ten antybiotyk i osłabiać jego siłę działania.
     3. Jeśli zapomnisz zażyć na czas kolejną dawkę antybiotyku, to przyjmij ją jak tylko sobie o tym przypomnisz, a następne porcje leku zażywaj zgodnie ze wcześniejszym schematem dawkowania. Nie wolno natomiast podwajać następnej dawki.
     4. Przyjmij całą, zaleconą przez lekarza dawkę antybiotyku. Do antybiotyków w syropie producenci dołączają miarkę, która służy do dokładnego odmierzenia dawki. Objawy infekcji leczonej antybiotykiem zaczynają ustępować już po 3-4 dniach stosowania leku, jednakże pomimo tej poprawy nie wolno przerwać leczenia. Zbyt wczesne przerwanie antybiotykoterapii również powoduje rozwój oporności bakterii na dany antybiotyk.
     5. Większość antybiotyków zażywaj godzinę przed jedzeniem lub dwie godziny po posiłku, ponieważ treść pokarmowa może osłabiać ich wchłanianie w jelitach. Tym niemniej mamy już antybiotyki, które można przyjmować na początku posiłku.
     6. Często wraz z antybiotykiem lekarz zaleca Lakcid - preparat pałeczek kwasu mlekowego - lub lek przeciwgrzybiczy w celu ochrony naturalnej flory jelitowej. Niektórzy wolą pić kwaśne mleko lub kefir. Warto pamiętać, żeby wspomnianych napojów mlecznych nie spożywać wraz z antybiotykiem, ponieważ wapń zawarty w mleku może po prostu utrudniać wchłanianie antybiotyku z jelit. Napoje te można pić dopiero w 2-3 godziny po przyjęciu lekarstwa.


Podziel się
oceń
1
0

Zdaniem innych... (17) | Co ty na to?

A jednak alergia...

W związku z niekończącym się duszącym kaszlem i przeźroczystym katarkiem zdecydowałam się na wykonanie testów alergicznych w instytucji BIOMED.

No więc były to testy wykonane techniką biorezonansową i z 90 najczęściej uczulających alergenów Vic ma największy odczyn alergiczny na roztocza/kurz domowy i białko mleka krowiego...
dalej:wełna owcza, kacze pierze, pyłki traw, brzozy i candida albicans - czyli jakis rodzaj grzybów (ale nie te typu pleśń domowa, tylko te pylące na dworze-ktore jednak poza okresem snieznej zimy przedostaja sie z wiatrem do mieszkan,zwlaszcza w cieple wilgotne lato i jesien) oraz na ziemniaka...

Oczywiście można wykonać testy na więcej alergenów, ale jak widać tu żadne dziwactwa nie wyszły to dalej testować natenczas nie będę... (koszt badania 265 zł, ja mialam kupon z gazety na 50% zniżkę - info o promocjach bede dostawac na e-mail)

Teraz najważniejsze to odczulanie na te dwa najgorsze alergeny, bo w zasadzie nie mozna ich w zaden sposób wyeliminowac - bo kurzu sie nie pozbedziesz chocby nie wiem co i jak i ile sprzatac, bo lata w powietrzu...
no a z mlekiem to jest inny cwancyk bo nie tylko ono samo nalezaloby wyeliminowac ale takze wszelkie jogurty, kefiry,desery mleczne,serki, sery biale i zolte, maslo, smietane margaryne, sery nie zawierajace mleka krowiego (kozie i owcze czesto zawieraja do 1/3 mleka krowiego) czekolade mleczna,lody, wyroby cukiernicze a takze pieczywo typu chałka i chleby do ktorych produkcji uzyto mleka a w przypadku ostrej nietolerancji takze ciastka chrupiące typu krakersy,makarony, preparaty z platków zbozowych,koncentraty zup i sosów,kiszona kapusta (bywa wytwarzana z dodatkiem serwatki)...

Tak więc dziś Vic miał juz pierwszy zabieg odczulania na kurz, konieczne są minimum 3 - dwa pierwsze odplatnie po 118zł, kolejny/e za darmo - firma daje gwarancje na odczulenie, gdyby po 3 zabiegach nadal wykazywal alergie to kontynuuja zabiegi za darmo (juz za tydzien mam zaniesc próbke kurzu z domu i na jej podstawie beda sprawdzac).
Potem się wezmę za odczulanie mleka, a dalej zobaczymy...

Jednak to potwierdza moje obserwacje, bo jak chocby Vic nie pił mleka i jadl mniej Bakusiów które uwielbia, to kaszel sie zmniejszal, a jak Panie wprzedszkolu mowily ze mu z nosa leci i ma kaszel a w domu nic sie nie dzialo to nawet Pan doktor powiedział ze to częste, bo jednak z przedszkolach ze wzgl bezbieczenstwa sa wykładziny, są kolderki i kocyki pod ktorymi dzieci spia i wiadomo ze nie pierze sie ich co tydzien, sa pluszaki (te w domu polecił wyprać lub zapakowane w woreczki wymrazac przez noc w zamrażalniku)...

Ja się uśmiałam tylko o tyle, ze ja też mam uczulenie na brzoze - od kilku lat, a uczuliłam sie na nią w NO, bo tam ich rośnie caaaaałe mnóstwo, o wiele więcej niz tu z mieście - tam lasów i parków o wiele więcej niz w PL w terenie zabudowanym...

Odczulanie robi sie po to, by już dany produkt czy substancja nie alergizowała - zazwyczaj starczają 3 zabiegi, sprawdza się czy nadal alergizuje, jeśli tak, to wykonuje się kolejne, już bezpłatne.
Przede wszystkim podoba mi się to, że test jak i odczulanie sa bezbolesne i bezstresowe, nawet jeśli drogawe jak na PL warunki...inna metodą są testy z pobranej krwi, ale wiedząc to co wiem, nie będę narażać Vicka na kolejne spotkanie z igłą - nawet na "zwykłe" sprawdzenie stanu zdrowia pobierali mu 2 duże strzykawki!

W przypadku testu dziecko w jednej rączce trzyma metalowy (chyba miedziany) pręcik z kabelkiem, a pan doktor "przytyka" do paluszka taką końcówke jak od długopisu - a w tym samym czasie jeszcze inna końcówką dotyka się fiolek z alergenami, urządzenie wydaje dźwięk obrazujący działanie alergenu na organizm - jednocześnie pokazuje go strzałka na specjalnym "liczniku" jak bardzo dany alergen podrażnia organizm. U Vica nawet ten kurz i mleko nie osiągnęły wartości krytycznych na szczęście...

Odczulanie robia tak:
dziecko siada na takiej specjalnej macie podłączonej kabelkami do urządzenia a w rączkę dostaje najpierw jedna taką "złotą" kuleczkę do potrzymania i włączają maszynę tą, którą go wcześniej badali, po 2 minutach dostaje kuleczki w obie ręce do trzymania przez 10 minut, nie może ich puścić, dla asekuracji ja dostałam bawełniane rękawiczki żeby w razie czego przytrzymać małemu rączki...jakos to poszło...

Zobaczymy jak to zadziała na Vicka, bardzo dużo ludzi korzysta z tej metody, bo az trudno się umówić...

czeka mnie jeszcze laryngolog, żeby sprawdzić czy nie ma czasem przerostu 3 migdałka...chociaz jak nie ma kataru to w nocy nie chrapie...

Podziel się
oceń
0
0

Zdaniem innych... (2) | Co ty na to?

Wypadki chodzą parami...

 Przez ostatnich kilka dni przezywalam horror...
Vic w biegu wpadł na rowerek i przekoziolkowal przez niego, padl glowa w naroznik korytarza - byla mala opuchlizna i slady nad siusiakiem, dzwonilam do pediatry i nie stwierdzila wstrzasu mozgu po opisanych objawach, kazala nie panikowac i obserwowac dziecko - nazajutrz sama pojechalam z nim do szpitala, bo opuchlizna juz zsianiala na glowie wokol lewego ucha i zasinilo sie oko, zsinialo tez nad siusiakiem - mial rtg czaszki - jakos poszlo to badanie, ale na usg brzucha i jąderek byla taka histeria, ze szok, nasinial mi caly na maksa - pediatra go obejrzala, sprawdzila odruchy, z opisu rtg bylo ok, z usg tez, ale wykazalo umiejscowienie jednego jaderka w pachwinie - do obserwacji ale pediatra jak go badala to powiedziala ze wg niej ono jest na miejscu, ale zeby sprawdzac i obserwowac zachowanie czy nie pojawia sie jakies spoznione objawy wstrzasnienia mozgu.
Apetyt na szczescie mial, choc nie jadl duzo i siusial normalnie - tyle ze mniej, bo malo pil - nie mniej jednak wygladal jakby sie zderzyl z czolgiem - opuchniete i zasinione cale okolice ucha, i policzek i oko, uprzedzono mnie ze ten obrzek moze sie przemieszczac - wieczorem juz oko bylo cale wokol, kazali podawac ibuprofen przeciwbolowo i przeciwzapalnie...z tylu bylo widac ucho na centymetr odsuniete od glowy, normalnie makabra totalna...
Ja niekoscielna, ale modlilam sie non stop zeby zdrowial, zaplakana bylabym non stop gdyby nie to ze musialam hamowac sie zeby Malego nie denerwowac...
Nocki horror, bo bolalo i sie budzil, te dwie pierwsze noszony i uspiany na rekach, co odlozony to sie budzil jak tylko zmienial pozycje...
...ale kolejnego dnia to myslalam ze padne ze szczescia jak opuchlizna o polowe zmalala, krwiak tez sie rozjasnil, tylko oko mial tak zapuchniete ze prawie nie mogl go otworzyc, dopiero na wieczor bylo lepiej - 2 doby po wypadku...nie dawal sobie tego okladac altacetem, kolezanka z masazu poradzila mi masc z arniki i przyznam ze dziala cuda - chociaz ledwo dawal sie smarowac, to tlusta jest i sie "trzymala"...
  Kolejnego dnia juz dawał sie smarowac, na obrzek nad siusiakiem tez podzialala, choc tam zasinienie tak szybko nie schodzi, dzis juz oczko otwarte, tylko wszystko schodzi mi na dól twarzy, nawet nasada nosa opuchnieta, ale szaleje juz jak dzik, na krok go nie odstepuje bo przeciez bym sobie nie wybaczyla jakby sie jeszcze gdzies puknął - a przeciez caly wypadek stal sie tak szybko, nosz cholewa, nie jest czlowiek w stanie zapobiec...
Tak wiec do NO nie lece bo zakaz latania az sie nie wyleczy, ze wzgledu na przeciazenie...
Wizyty lekarskie w No przełożone na polowę lutego - bilans dwulatka najpierw przekładała stacja zdrowia (całą jesień szczepili na grypę zwykłą i świńską, jak to określili pandemią), a teraz ja, ale to juz z przyczyn niezależnych ode mnie...
Wizytę i dentysty specjalisty dziecięcego też przełożyłam, mają oceniac czy leczyć czwórki w narkozie - czy w ogóle sie da i tak małego dziecka (bo leczenie zębów w narkozie akurat w NO jest normalnie wykonywanym zabiegiem, żeby dzieci nie stresować jeśli sie panicznie boja dentysty - lub tak jak moje wierzga, kopie i wyrywa się ile sił, choć żaden ból go jeszcze u dentysty nie spotkał, bo przeciez miał tylko ząbki lakierowane - lapisowanie jedna dentystka zalecała ale zapomniała uprzedzić, że nie działa to na ząbki z bruzdami - czyli trzonowce, bo tylko na powierzchnie gładkie - oraz że ciemnieja tylko zmiany próchnicze, ze lapisowanie nie jest zabiegiem jednorazowym i w miarę postępu próchnicy ząbki robią sie czarne i wykruszają się - bo, co najważniejsze, nie powiedziała - specjalista dziecięcy - że nie u wszystkich dzieci lapisowanie zatrzymuje próchnicę!
a skoro 3 innych dentystów dziecięcych lapisowania nie polecało tylko fluorowanie/lakierowanie...)

Wizyta kontrolna u chirurga odbyła sie bez przeszkód tudzież ryków, już jest dobrze, jąderko jest tez na miejscu - ale pan doktor stwierdził, że Vic ma sklejkę i zbiera mu sie mastka i trzeba zrobic zabieg odklejenia, aby nie zrobił sie stan zapalny...będzie miał zabieg w marcu,w PL.

Druga sprawą jest to, iz nawet pan chirurg stwierdził, że z narkoza to trzeba ostrożnie i , że zanim się zdecyduje na leczenie zębów - i, że najpierw mam sie zgłosić do dobrego ortodonty, żeby te Vickowe ząbko obejrzał i ocenił co warto tam zrobic a czego juz raczej nie ruszać - żeby też dziecka niepotrzebnie nie męczyć...

Vic wygląda jak mały bokser kaskader ;)

Podziel się
oceń
0
0

Zdaniem innych... (2) | Co ty na to?

Chory Vic i foto-aparat...

Jeśli chodzi o  uzupelnienie  fot to nadal wstawiam na blog zdjęciowy Victora bo tak najszybciej z programu Picasa3 -http://devachan-viking.blogspot.com/ a tak poza tym to mi Vicuś aparat "kill him"
dorwał go z parapetu, i chciał mi zdjęcia robić, a jak chciałam zabrac to puscił na ziemię - nie chowa sie obiektyw, jedno zdjecie zrobil jeszcze zanim zdechl bardzo zamazane obawiam sie ze soczewka (Carl Zeiss) padła
jesli sie da w ogóle naprawic to nie bedzie tanio, a wtedy kupie najzwyklejszego "pstrykacza" na jakiejs promocji...
a najgorsze w tym wszystkim jest to, ze ubezpieczenie mialam tylko na 3 lata od daty zakupu, gdybym miala na 5 lat to by mi w NO dali nowy

 
Ostatnio mi sie Victor rozchorowal w piatek popoludniu (tydzien temu) a w sobote rano juz zaliczylismy pogotowie po tym jak zwymiotowal po kaszlu nadal utrzymywala mu sie temperatura i mowil ze go boli pokazujac na ucho i brzuch - no i ma zapalenie uszu, infekcja wirusowa - i antybiotyku Amoxycylina.

Vic nadal na antybiotyku, uszy wydaja się mieć lepiej za to kaszel mu sie taki zrywający pojawił - jednak moje silne dziecko na chorowitka nie wygląda, i broi nieprzeciętnie - ale on silny organizm ma, poprzednio miał antybiotyki w 10 miesięcy tem, w grudniu zeszłego roku...
Te jego ząbki nadal sie sypią i mimo dbania cięzko cokolwiek poradzić...juz widzę że nadkrusza mu się szkliwo na jedynce górnej...


Przez ten antybiotyk dziecko mi jesc nie chce, rozwolnienie, no juz widac efekty uboczne od początku antybiotyku lacidofila nie podawalam bo nie mialam, a teraz mi nie chce nic jesc nawet kakao sie napic a tam mu domieszalam, ech.......
i nadal ma tempke wieczorami....
bedzie kolejna wizyta lekarza pewnie w poniedziałek....
jedyny plus Norwegii to ze tam mam za darmo lekarza a tu musze prywatnie płacic mimo posiadania karty miedzynarodowej do leczenia,ale oczywiscie tu zadna przychodnia tego nie obsluguje, a do szpitala to tylko nagly wypadek, a jak juz dziecko choruje dluzej to ich nie obchodzi........wrrrrr....

Ostatnio obkupiłam to moje dziecię, dostał zaległe przezenty od mojego Brata ciotecznego Seba, więc jest tak przystojnie zaopoatrzony, że głowa boli mózg staje w poprzek na jego widok w tych małych kopiach superaskich męskich ciuchów!!!

http://devachan-viking.blogspot.com/



Podziel się
oceń
0
0

Zdaniem innych... (2) | Co ty na to?

Moje Dziecko Indygo...2 latek Victor Leon

Dowiedziałam się, że mam BLUE CHILD jak Vic miał 10 miesięcy...

Wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy, cieszyłam się wyjątkowościa dziecka...

"Zdiagnozował" mi go Mistrz Reiki posiadający Klucze Kryształowe...

Po wizycie u niego  moja psiapsióła posiadająca pewne nadnaturalne zdolności widziała aurę Victora spowitą białym(!) blaskiem...

Ja sama odczułam po niej obecnośc i ochronę Aniołów...

nie, nie jestem nawiedzona ;)

skłaniam sie raczej ku reinkarnacji i karmie

wierzę w Boga, ale systemy kościelne do mnie nie przemiawiają...

***

Jeśli Twoje dziecko jest inne może się okazać, że to nie Ty powinieneś je wychowywać, ale to ono wniesie nowe wartości do Twojego życia, do życia naszego społeczeństwa.

Dzieci Indygo to młodzi ekscentrycy, którzy tworzą własne reguły i żyją tak, jak dyktuje im serce i rozum, mają silną wolę, poczucie humoru, twórczą wyobraźnię. Po raz pierwszy pojawiły się na tej planecie w późnych latach siedemdziesiątych (pionierzy nawet w pięćdziesiątych). Są to “stare dusze” dojrzałe by zapoczątkować rewolucję duchową świata.

Pozwólmy sobie uszanować odmienność naszych dzieci, pozwólmy zainicjować w nas otwartość na duchową przemianę, odkryjmy pierwiastek INDYGO w każdym noworodzącym się dziecku.

Fragment książki Dzieci Indygo Opieka i Wsparcie

Mali posłańcy światła

Dzieci Indygo reprezentują szczególny rodzaj osób, które pojawiają się na naszej planecie, aby obdarzyć nas swymi darami. Są tu po to, żeby zmienić nasze systemy polityczne, edukacyjne, żywieniowe, rodzinne i inne. Są tu też po to, aby pomóc nam wszystkim dotrzeć do swoich potencjałów poprzez stanie się bardziej naturalnymi i intuicyjnymi.

Podobnie jak pierwsi osadnicy w Ameryce Północnej czy w Australii, Indygo są niezależne, uparte i twórcze. Mają do wykonania pewne zadanie i nie pozwolą nikomu stanąć sobie na drodze. Poprzednie pokolenia otrzymały intuicyjne przesłanie: „Zmienić rząd, uzdrowić świat”. Podjęły działania w tym kierunku, ale uległy apatii i obowiązkom rodzinnym, które je zniechęciły i rozproszyły. Dzieci Indygo nie pozwolą, by znowu tak się stało – to znaczy, o ile ich nie odurzymy i nie zmusimy do uległości. Istnieją jednak ludzie, którzy odrzucają zmiany reprezentowane przez te dzieci. Chcieliby, aby system szkolnictwa pozostał niezmieniony i żeby Dzieci Indygo podporządkowały się istniejącym systemom. Ponieważ Dzieci Indygo nie można do niczego zmusić, a przymus postrzegają one jako formę nieuczciwej manipulacji, są one podstępnie odurzane, żeby je lepiej „dopasować”.

Dzieci Indygo często szufladkuje się jako cierpiące na ADD albo ADHD. Skróty te oznaczają odpowiednio: zespół zaburzeń koncentracji uwagi oraz zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi. Jednak dzieci te nie są zaburzone – zaburzony jest świat, do którego usiłują się dopasować! Pełen jest nienaturalności i nieuczciwości. I, jak powiedziała Dawn, Dziecko Indygo, które będę w niniejszej książce cytować: „Och, rzeczywiście cierpimy z powodu zaburzenia uwagi. Dostajemy za mało uwagi od swoich rodziców i innych dorosłych, od których potrzebujemy pomocy i przewodnictwa”.

W świecie współczesnym ludzie okłamują siebie samych i innych, utrzymując się przy życiu za sprawą przetworzonej żywności i zanieczyszczonego powietrza. Codziennie chodzą do pracy, której nienawidzą i odcinają się od przepełniającego ich uczucia niezadowolenia. Z drugiej strony, dzieciom tym brakuje umiejętności dystansowania się i okłamywania siebie. Posiadają niewiarygodne właściwości telepatyczne i zbyt wiele uczciwości, by siebie oszukiwać. W pewnym sensie, Dzieci Indygo stanowią dla nas wszystkich zdrowe modele ról.

(…)

Być może ADHD w rzeczywistości oznacza:

Attention
Dialed into a
Higher
Dimension

A jeśli spojrzymy na termin ADD jak na angielski wyraz add (dodać), dostrzeżemy, że jest to synonim słowa plus i znak dodatni. Prawda jest taka, że Dzieci Indygo posiadają wiele cech pozytywnych i że mogą stać się plusem w swojej rodzinie i społeczności.

Dzieci Indygo stworzone są do trudnej misji, obejmującej przebudowanie naszego rządu oraz systemu edukacyjnego i społecznego. To prawie tak, jakby przebywały na obozie szkoleniowym dla rekrutów, przygotowując się do walki. Dzieci Indygo wymagają w swoim życiu wysokiego stopnia stymulacji i pobudzenia. Zupełnie, jakby ich mózgi przystosowane były do znoszenia wysokich dawek stresu, a jeśli otoczenie nie zapewnia im stymulacji w wystarczających ilościach, Dzieci Indygo same jej poszukują albo ją tworzą.

Dzieci utalentowane i dzieci z zespołem ADHD mają wiele podobnych cech, takich jak wysoki iloraz inteligencji, kreatywność i skłonność do podejmowania ryzyka. Specjaliści twierdzą nawet, że jedyna różnica między dziećmi utalentowanymi a tymi z zespołem ADHD polega na tym, że te pierwsze kończą to, co zaczęły, te drugie zaś porzucają rozpoczęte projekty. Być może zatem dzieci z zespołem ADHD potrzebują jedynie wskazówek odnoszących się do umiejętności organizacyjnych, a nie Ritalinu.

Dzieci Indygo to młodzi ekscentrycy, którzy tworzą własne reguły i żyją tak, jak dyktuje im serce i rozum. Jednak nawet ta skłonność ma swe pozytywne strony. Dr David Weeks z Edynburskiego Szpitala Królewskiego w Szkocji przeprowadził wywiad z 1100 „ekscentrykami”. Odkrył, że posiadają oni trzy zasadnicze cechy wspólne: (1) silną wolę; (2) poczucie humoru; (3) twórczą wyobraźnię. Miewają też mniej problemów ze zdrowiem niż ogół populacji, a także żyją dłużej. Poza tym, dr Weeks odkrył, że „ekscentrycy są radośni, idealistyczni i pełni projektów mających poprawić lub zbawić świat”. Jak widać, bycie ekscentrykiem ma wiele plusów.

Dr Weeks wysnuł wniosek, że „wspólną cechą ekscentryków jest nadrzędna ciekawość, która popycha ich naprzód, a często czyni obojętnymi na drobne irytacje i stresy codziennego życia, dręczące ogół populacji”. Dzieci Indygo i ekscentrycy są zbyt zajęci marzeniami o sposobach zbawienia świata, by zawracać sobie głowę słaniem łóżka!

Pewna historia mówi o dziewczynce, która natknęła się na wielką kopę nawozu. Wzięła szuflę i zaczęła wściekle w nim kopać. Kiedy jej matka to zauważyła, powiedziała:

- Mój Boże! Co ty wyprawiasz?

- Wiem, że przy takiej ilości nawozu gdzieś tu musi być kucyk! – odparła dziewczynka.

W przypadku Dzieci Indygo często musimy inaczej odczytywać ich zachowanie i tak jak ta dziewczynka „dokopywać się do tego kucyka”. Często te dzieci są karane, strofowane i wyśmiewane – jeśli nie w domu, to przez nauczycieli i rówieśników. Zaczynają się wstydzić tego, kim są. Ten wstyd przyćmiewa blask ich złotych talentów. Podobnie jak zbity pies, Dzieci Indygo często chodzą ze zwieszoną głową i „podkulonym ogonem”. Znaczna część problemów z zachowaniem tych dzieci wynika z traumatycznego wstydu i nadużyć emocjonalnych, a nie z zespołu ADD.

Dzieci Indygo wiedzą, że są inne niż większość. Wiele z nich mówiło mi: „Czuję się, jakby jakiś autobus wysadził mnie na tej planecie i zastanawiam się, kiedy znowu przyjedzie, żeby zabrać mnie z powrotem do domu”. Na szczęście teraz jest już dość Dzieci Indygo, żeby mogły tworzyć grupy rówieśnicze w szkole. Podobnie jak kliki, które wielu z nas pamięta („The Jocks”, „The Socialites”, itd.), powstała nowa grupa – są to Dzieci Indygo.

Ta grupa może stworzyć tarczę łagodzącą ból, który jest rezultatem dokuczania i karcenia za inność. Pozbawione wsparcia ze strony przyjaciół i rodziny, wrażliwe Dzieci Indygo mogą uwierzyć, że coś jest z nimi nie tak. Może to prowadzić do zachowań typu acting-out* lub zachowań niezwykle introwertycznych.

„ADD nie jest przyczyną przestępczości”, mówi Jeffrey Freed, metodyk i autor książki Right-Brained Children in a Left-Brained World (Dzieci o dominującej prawej półkuli mózgu w świecie zdominowanym przez lewą półkulę). „Sądzę natomiast, że czynnikami, które się do niej przyczyniają, jest nieuzasadnione zaszufladkowanie i poczucie wstydu, towarzyszące temu zespołowi. Większość tych buntowniczych odmieńców mogłaby prowadzić szczęśliwe i udane życie, gdyby nie ich “przewinienie” wynikające z odmiennego stylu uczenia się”.

Indygo czują się staro od chwili urodzenia. W pewnym sensie, wiedzą one znacznie więcej niż dorośli, mają jednak niewielkie możliwości wyrażania swoich talentów ze względu na czasowe i finansowe ograniczenia systemu edukacyjnego. Szkoła i odrabianie lekcji zajmują im cały dzień – a na dodatek nie dostają za to nawet złamanego grosza! Jak czułbyś się, gdybyś musiał przebywać gdzieś całymi dniami, w towarzystwie ludzi, którzy dokuczają ci albo cię unikają, mówiąc, że coś jest z tobą nie tak – i gdybyś nie otrzymywał za to pieniędzy? Oczywiście, mówiono by ci, że „kiedyś” cała ta praca wyjdzie ci na korzyść, ale nie miałbyś całkowitej pewności, w jaki sposób miałoby się to zdarzyć.

(…)

Indygo są dziećmi niezwykle twórczymi, a ich sposób myślenia jest bardzo nowatorski. Ten styl myślenia dał początek wielu przełomowym odkryciom. Jeśli jednak nie jest on właściwie rozumiany i ukierunkowany, błyskotliwość Indygo może zostać zdiagnozowana jako ADD lub ADHD. Wielu badaczy uważa, że Einstein, Edison, da Vinci, a także inni wielcy myśliciele zostaliby uznani za cierpiących na ADD, gdyby żyli w dzisiejszych czasach. Oczywiście, wiedząc to, co teraz o nich wiemy, z pewnością nie chcielibyśmy, aby tym błyskotliwym naukowcom i filozofom udaremniono ich znaczącą pracę.

A znaczenie jest kluczem do pracy z Dzieckiem Indygo. Moja praca doradcy duchowego przekonała mnie, że każda dolegliwość o charakterze psychologicznym zawsze sprowadza się do jednego: dana osoba nie pracuje nad swoim Boskim Celem Życiowym. Sam fakt, że twoje dziecko jest, cóż, dzieckiem, nie oznacza, że nie odczuwa ono lęku egzystencjalnego. W obecnych czasach dzieci zaczynają kwestionować znaczenie życia już w bardzo młodym wieku. Być może ty też tak robiłeś.

Chociaż Indygo uczą się i działają w odmienny sposób, nie oznacza to, że są mniej inteligentne. Dr Jane Healy, autorka książki Endangered Minds (Zagrożone umysły), twierdzi, że dzisiejsi uczniowie wykazują wyższy iloraz inteligencji w porównaniu do poprzednich pokoleń uczniów.

Dzieci Indygo nie są nierozgarnięte! Chodzi o to, że ich ogólny iloraz inteligencji odzwierciedla pewną przemianę, wskazującą na zwiększenie inteligencji w sferze niewerbalnej, a obniżenie jej w sferze umiejętności werbalnych. Ponieważ jednak wskaźniki ilorazu inteligencji stanowią połączenie umiejętności werbalnych i niewerbalnych, ogólny poziom inteligencji jest obecnie wyższy niż kiedykolwiek przedtem.

Tym niemniej, być może nie dostrzegasz oznak inteligencji Dzieci Indygo na ich świadectwach szkolnych. Zamiast w szkole, ich błyskotliwość objawia się poprzez znakomite wyniki w grach wideo, poprzez tworzenie przepięknych naszyjników z paciorków albo zapamiętywanie każdego słowa ze swoich ulubionych piosenek. W tej książce omówimy sposoby przeniesienia tej inteligencji w inne sfery życia, takie jak szkoła i relacje rodzinne.
Dzieci Indygo to grupa jednostek, które po raz pierwszy pojawiły się na tej planecie w późnych latach siedemdziesiątych. Niektóre z nich przybyły już wcześniej, jako „pionierzy”. Najwcześniejsze Dzieci Indygo pojawiły się w niewielkich grupkach w późnych latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, aby zbadać tę planetę na użytek większej grupy, która miała podążyć ich śladem.

Czytając o tych Dzieciach Indygo, możesz stwierdzić, że identyfikujesz się z ich cechami. Być może zastanawiasz się nawet: „Czy to możliwe, żebym był Dzieckiem Indygo, nawet jeśli jestem już osobą dorosłą?” Jeśli tak właśnie myślisz w trakcie czytania tej książki, to dzieje się tak dlatego, że nawiązujesz kontakt z tą częścią scenariusza Indygo, która pokrywa się z twoim Celem Życiowym.

Podobnie jak Dzieci Indygo, jesteś posłańcem światła...


Podziel się
oceń
0
0

Zdaniem innych... (6) | Co ty na to?

Nie wolno bić...

Dieta South Beach

Serdecznie zapraszam do uczestnictwa w stworzonym przeze mnie konkursie 

Dieta plaż południowych
ETAP PIERWSZY - jesz inaczej i tracisz kilogramy

Trwa 2 tygodnie. Jest najtrudniejszy, bo organizm musi się przyzwyczaić do nowego (często znacznie różniącego się od obecnego) sposobu odżywiania. Zdarza się, że chęć na ulubione produkty jest trudna do pokonania. Na talerzu powinno się teraz znaleźć dużo białka, ale mało węglowodanów. Zjadasz trzy główne posiłki i dwie przekąski. Komponujesz je sama - nie liczysz kalorii ani nie ważysz produktów.

Wskazane: chude mięsa i białe sery, ryby, jaja, orzechy, grzyby, serek tofu, warzywa o niskim indeksie glikemicznym (poniżej 60).

Niedozwolone: pieczywo, ryż, ziemniaki, makaron, tłuste sery, masło, tłuste mleko, jogurt, ciasta i słodycze, alkohol, owoce i soki owocowe.

14 dni bez cukru i mąki normuje produkcję insuliny. Dzięki temu maleje ochota na słodycze. Po 2 tygodniach powinnaś ważyć kilka kilogramów mniej i mieć płaski brzuch.

Przykładowy jadłospis

Śniadanie: sok pomidorowy, omlet z pieczarkami, chudy ser, herbata ziołowa lub kawa z odtłuszczonym mlekiem

Przekąska (godz. 10-11): chudy biały ser

Obiad: sałatka z szynki, chudego sera, orzechów, doprawiona sosem z oliwy z oliwek i octu winnego

Przekąska (ok. godz. 16): pomidory z mozzarellą.

Kolacja: pierś kurczaka z grilla, gotowane na parze brokuły, seler i świeże pomidory, sałata

Deser: 100 g chudego twarożku wymieszanego z łyżką kakao, esencją waniliową, łyżeczką kawy rozpuszczalnej i odrobiną słodziku

ETAP DRUGI - wzbogacasz menu, a waga nadal spada

Sama ustalasz, jak długo potrwa - najlepiej do uzyskania wymarzonej wagi. Kilogramy będziesz teraz tracić nieco wolniej, powinnaś jednak swój codzienny jadłospis wzbogacić o nowe produkty.

Wskazane: razowe pieczywo, niełuskane kasze, brązowy ryż, niektóre owoce, gorzka czekolada.

Niedozwolone nadal są: ziemniaki, pszenny chleb, buraki, marchewka, kukurydza, lody, dżemy, z owoców: arbuz, banany, brzoskwinie, ananas.

Cały czas obserwuj swoją wagę. Jeśli dłuższy czas stoi w miejscu, zredukuj owoce do jednej sztuki dziennie, a chleb zastąp owsianką (1/2 filiżanki płatków owsianych gotuj w filiżance wody lub chudego mleka mniej więcej przez 4 minuty).

Przykładowy jadłospis

Śniadanie: jogurt z truskawkami lub jagodami oraz otrębami, herbata ziołowa lub kawa z odtłuszczonym mlekiem

Przekąska (godz. 10-11): jajko na twardo lub chudy serek polany łyżeczką miodu

Obiad: pieczony pstrąg, mieszanka warzyw (np. brokuły, papryka, zielony groszek) polana 2 łyżkami sosu sojowego, pół główki dużej sałaty, przyprawionej oliwą i octem winnym

Przekąska (ok. godz. 16): gruszka, kawałek chudego sera

Deser: 4 truskawki polane łyżeczką rozpuszczonej, gorzkiej czekolady

Kolacja: filet z indyka, kasza kuskus, sałata z pomidorami

ETAP TRZECI - trzymasz wagę, ale uważasz na to, co jesz

Tak naprawdę ten etap nie jest żadną dietą. Znowu możesz jeść prawie wszystko. Ważysz już przecież tyle, ile chciałaś. Teraz najważniejsze, żebyś odżywiała się według zasad, których nauczyłaś się w pierwszym i drugim etapie. Dania główne mogą być bogatsze, nie trzeba również rezygnować z deseru - ważne jest tylko, abyś posiłki komponowała z produktów o IG poniżej 60.

Od czasu do czasu możesz nawet sięgać po złe węglowodany, ale powinnaś nauczyć się je neutralizować. Jeśli masz ochotę np. na bagietkę czy marchewkę, jedz ją z dodatkiem sera lub oliwy z oliwek - to spowolni przetwarzanie cukrów. Jeśli jednak zbyt często będziesz ulegała pokusie i zauważysz, że waga niebezpiecznie idzie w górę - wróć na tydzień do pierwszego etapu, a po odzyskaniu dawnej wagi łagodnie przejdź do trzeciego.

Dla regularnej pracy trzustki (wydzielającej insulinę) trzy posiłki dziennie wystarczają. Aby jednak nie ryzykować, że między posiłkami poczujesz nieznośne ssanie w żołądku, miej zawsze pod ręką coś na przekąskę, np. kilka orzeszków.


Podziel się
oceń
0
0

Zdaniem innych... (2) | Co ty na to?

Dieta kopenhaska

Serdecznie zapraszam do uczestnictwa w stworzonym przeze mnie konkursie 


UWAGA !Lunch i obiad można zmieniać nawzajem, jeśli będzie to miało miejsce tego samego dnia. Dieta zmierza do zmiany przemiany materii, co prowadzi do tego, że po 13 dniu możesz jeść normalnie bez obaw tycia przez pierwsze dwa lata. Jeżeli dietę przeprowadzisz rygorystycznie, zgubisz nadmiar tłuszczu (7-20 kg). Kurację przeprowadza się 13 dni i ani jeden dzień więcej ani mniej.

Jeżeli podczas kuracji wypijesz lampkę wina, piwo, zjesz słodycze albo żujesz gumę do zucia, jesz dodatkowe jedzenie, to przerywasz kurację od razu i w związku z tym ginie efekt. Jeżeli kurację przerwiesz przed upływem 6 dni, możesz ją powtórzyć od nowa po 3 miesiącach. Jeżeli kurację przeprowadziło się punkt po punkcie we wszystkim, nie można jej absolutnie powtórzyć szybciej niż po roku. Zaleca się jednak, aby kurację powtórzyć po 2 latach (jeśli to potrzebne). Ze względu na długość kuracji jest ją trudno zaplanować, należy się upewnić czy w tym czasie nie jesteśmy zaproszeni do znajomych na urodziny czy inne przyjęcie.

Jeśli jesteś głodny – wypij szklankę wody. Pij przynajmniej 2 litry wody dziennie!!!

DZIEŃ 1, 8

Śniadanie:1 kubek kawy, 1 kostka cukru
Lunch:2 jajka na twardo, gotowany szpinak , 1 pomidor 
Obiad:1 duzy befsztyk, sałata z olejem i cytryną

DZIEŃ 2, 9

Śniadanie:1 kubek kawy,1 kostka cukru
Lunch:1 duzy befsztyk, sałata z olejem i cytryną
Obiad:1 plaster szynki, 2-3 szklanki jogurtu naturalnego

DZIEŃ 3, 10

Śniadanie:1 kubek kawy,1 kostka cukru, 1 grzanka
Lunch:gotowany szpinak,1 świeży owoc, 1 pomidor
Obiad:1 plaster szynki, 2gotowane jajka, sałata z olejem i cytryną

DZIEŃ 4, 11

Śniadanie:1 kubek kawy,1 kostka cukru, 
Lunch:tarta marchewka, jajko na twardo, twarożek naturalny
Obiad:sałatka owocowa,2-3 szklanki jogurtu naturalnego

DZIEŃ 5, 12

Śniadanie:duża tarta marchew z cytryną 
Lunch:duża chuda ryba
Obiad:1 befsztyk, sałata i brokuły

DZIEŃ 6, 13

Śniadanie:kubek czarnej kawy, kostka cukru 
Lunch:kurczak, sałata z olejem i cytryną
Obiad:2 jajka na twardo, duża marchewka

DZIEŃ 7

Śniadanie:kubek herbaty bez cukru 
Lunch:kawałek chudego grilowanego mięsa
Obiad:NIC


Podziel się
oceń
0
0

Zdaniem innych... (1) | Co ty na to?

Nie lecz dziecka dorosłymi lekami!

Ząbkowe problemki większe i mniejsze



Dałybyscie pokryć taki komplet zębów dziecka niespełna dwuletniego azotanem srebra?
Bo tak mi nakazała dentystka z 15letnim doświadczeniem zawodowym, druga w kolejności, której złozylismy wizytę, jak zauwazyłam, że Vicusiowi się cos z ząbkami dzieje.
Pierwsza kazała na siłę zęby czyścić, żeby sczyścić osad z ząbków i zobaczyć co jest pod spodem - nie mniej jednak oni w klinice nie mieli ozonu, a właśnie ta techniką polecaną jako bardzo skuteczną chciałam zabki syna potraktować.
W/w dentystka nr 2 taka metodę stosuje, ale nie u tak małych dzieci, bo istnieje (w przypadku Vicka to pewność!) ryzyko zgryzienia szklanej rurki, którą tym ozonem sie ząbki leczy - na jednego zęba wystarczy minuta do dwóch i próchnica nie postepuje, polacano ta metodę też w serwisie Rodzice Radzą na Onecie jako bardzo skuteczną.
I co z tego, skoro nie ma jej jak zastosować, bo ktokolwiek usłyszy o jakiejkolwiek formie anestezji do zabiegu to sie trzęsą, że w żadnym przypadku, bo narkoza szkodzi!
A jeśli to jedyna możliwość leczenia zębów w porównaniu z lapisowaniem, które poczerni całe zęby dziecka do czasu aż wyjdą mu stałe?
No może ja pieprznięta jestem, ale to ładnych kilka lat, i skoro są inne możliwości, to po co mam skazywać własne dziecko na uśmiech godny Frankensteina?
W Norge stosuje się znieczulenie ogólne do zabiegów stomatologicznych u dzieci standardowo, żeby nie wywoływać traumy u dzieci, które dentysty sie boją lub ze względu właśnie na niemożność utrzymania otwartej buzi dostatecznie długo! Dowiedziałam sie o tym od psiapsióły mojej - Skrzynki w przeddzień wylotu do PL, ale jak tylko wrócę to zacznę działać w tej kwestii - w przypadku ozonu wystarczyłoby uśpienie maseczką na kilkanaście minut by zabezpieczyć wszystkie jego ząbki! Ja wcale nie mam wymagań by zniwelować powstałe zmiany kosmetyczne, ale zabezpieczyć ząbki przed dalszym rozwojem próchnicy poantybiotykowej (to stanowcze orzeczenie wszystkich dentystów).
I o ile laspisowanie jest uznawane za 100% ochronę przed próchnicą, to uważam je za wyjście absolutnie ostateczne.
Nie wiem jak reagują dzieci, ale ja mam na punkcie zębów absolutnego świra, i uważam, że brzydkie ząbki mogłyby wpłynąć równiez na zaniżenie samooceny, w końcu by się pokapował, że wszystkie dzieci mają zabki białe, a on czarne - i to mogłoby wpłynąc na to, że czułby sie gorszy. Tak, to chłopak i może nie zwracałby większej na to uwagi - ale tego nie wie nikt!

A skoro w Norge leczą zęby innymi metodami, i to ze znieczuleniem ogólnym włącznie od lat, to chyba warto spróbować. Może wcale nie będzie nie wiadomo jak postępowała próchnica, może uda sie te ząbki uratować i zabezpieczyć te co dopiero wychodzą - trójki, i te co dopiero wyjdą - piątki, najgorzej dostały dwójki niestety, ale wcale tego tak nie widać...

Trzecia dentystka od razu powiedziała, że nie ma co dziecku czernić zębów, że plomb sie załozyc na ten czas nie da , bo nic by sie na tych zabkach i tak nie trzymało, ale mozna je zabezpieczać regularnie żelem i juz pierwsze żelowanie, na razie dwójek, bylo - kolejne wizyty trzy w odstepach co tygodniowych są zalecone - no i dodała, że nie jest źle, bo żelując mu dwójki stwierdziła, że miejsca zmienione są twarde, a to dobrze rokuje.

No, i tego się trzymac trzeba, będzie dobrze, a usmiech Vicuś będzie miał nadal piękny!!!

Nie mniej jednak ciekawa jestem waszych opinii i porad!

Podziel się
oceń
0
0

Zdaniem innych... (6) | Co ty na to?

...zmiana klimatu i Vic znów chory!

...
nie sądzę, żeby to spacer tak na niego podziałał, bo rozchorowało się jednocześnie kilka osób, które miały z nim stycznośc, w tym oczywiście ja, ale miejmy nadzieję, że tym razem nie będzie tak źle jak poprzednio, bo wtedy lewdo się trzymałam na nogach, a w PL generalnie jestem sama - moja Maman ma wolne, to tyle tylko, że jutro od razu śmigamy do lekarza - rodzinnego, bo na prywantego mnie nie stać (serio jak podliczyłam moje i Vica koszty apteki 1591zl i prywatnych lekarzy 460zł na przestrzeni 2,5 miesięcy zimowych w PL to mi się słabo zrobiło - no bo apteka to nie tylko leki typu antybiotyki, ale tez te wszystkie syropki, probiotyki itepede...).
Oboje z Vickiem mamy międzynarodowe ubezpieczenie, ale w PL to nawet szpitale mają z tym problem, żeby odpowiednio wypisać papiery - w trakcie ostatniego pobytu w PL szpitalu to pewna pielęgniarka od papierków i zaświadczeń 3 razy u mnie była po pesel Vica, bo "do dokumentów mieć musi" i 3 razy jej tłumaczyłam , że Vic PL peselu nie ma i ma sobie rozliczac jak chce wg tych dokumentów co ma, a ściślej wg danych z karty ubezpieczeniowej.
W przychodniach jest jeszcze gorzej, a jeździć za każdym razem na dyżur do szpitala dziecięcego...

W każdym razie juz drugi dzień ma temperature 38,5 mimo zbijania ibuprofenem stale sie podnosi do tej wartości, wi ęc nie ma co czekać, pamiętam jak mi ostatnio lekarz przy zapaleniu płuc powiedział, że 3 dni takiej temperatury i jak nie wiadomo co jest to automatycznie u małych dzieci zakładaja zapalenie płuc - miejmy nadzieję, że to jednak nic poważnego, choć mi mały rżęży strasznie, a pogorszyło jak jak to zwykle bywa w weekend...


Za to mamy 2 nowe ząbki!!! wybiły się górne trójki, ale dolne też idą...
...nocki trochę mam z głowy...

Pozdrawiamy!

Podziel się
oceń
0
0

Zdaniem innych... (4) | Co ty na to?

...półtora roku...

http://www.0-foto.bloog.pl/

Jak ten czas przeleciał !
...aż trudno uwierzyć...

Trafiłam w "Pani" na cytat Joanny Brodzik:
"Wkurza mnie, gdy ktoś próbuje wmawiać, że bycie matką to wieczna bajka, pasmo szczęśliwości. Myślisz, że to prawdopodobne? No dobra, może są wyjątki. Mnie się to nie zdarzyło."

W zupełności się zgadzam z tą kobietą!

I mam nadzieję,że będę mogła za jakiś czas za nią powtórzyć, i to mojemy nadzieję, wkrótce - "Na szczęście wszystko wraca do normy. Któregoś dnia budzisz się i myślisz: O.K. Świat co prawda się zmienił, ale znów ma swój porządek, początek i koniec."


Nigdy tak długo nie siedziałam w domu, zawodowo nic nie robiąc, spędzając czas tylko z dzieckiem, z dzieckiem wokół którego kręci się wszystko, bo jest akurat dzieckiem wyczerpująco absorbującym...
Jest to o tyle stresujące, że trudno jest zapewnić mojemu niewyżytemu Żywczykowi odpowiednio wyczerpujące zajęcia, poza tym ja, pomijając sprzątanie i załatwianie pewnych rzeczy w pośpiechu jestem typem domowo-statecznym czyli uganianie się za takim nie mogącym usiedzieć w miejscu i wiecznie czegoś wymagającym a przy tym nie umiejącym samodzielnie się bawić przez dłuższą nawet chwilę dzieckiem bywa dla mnie męczącym zajęciem...

Przydałoby mu się towarzystwo dzieci, co widać po kilku wizytach u Opiekunki,która ma u siebie dzieci kilkoro w tym dwoje w wieku Vicka - przy czym Ona sama powiedziała, że całodniowo Vic się do jej grupy nie nadaje, bo absorbuje za dużo uwagi - a wystarczy zniknąć za drzwiami łazienki, by rykiem budził inne (młodsze) dzieci... Może rozwiązaniem byłaby grupa wiekowo jednolita, i większa, tak aby Vic nauczył się dzielenia przede wszystkim Opiekunami...
Moja wina, że będąc cały czas ze mną wszędzie ze mną i za mną chodził, a od samego początku darł się nieprzeciętnie gdy tylko znikałam mu z oczu, a ja jak każda "głupia" matka nie mogłam tego wytrzymać patrząc na to jak na zaniedbanie, że dziecko ryczy, więc on zawsze był gdzieś obok cokolwiek bym nie robiła...
I w taki sposób stałam się zakładniczką własnego dziecka.
Jest to ostatnia rzecz jakiej bym sobie życzyła...
...a wyprostowanie tej sytuacji na pewno nie będzie ani łatwe ani przyjemne, czy to dla mnie czy dla Vica...jedyne co daje nadzieję, że on już dużo rozumie i szybko rośnie i niedługo będzie mu już można pewne rzeczy wytłumaczyć...
No ja po prostu nie potrafię zostawić dziecka samego w łóżeczku żeby się wyryczało i usnęło, tak więc nadal jestem obok gdy zasypia, dobrze, że chociaż w łóżeczku nie na rękach...owszem, słyszałam o dużo gorszych pod każdym względem przypadkach,ale...

Naprawdę mam nadzieję, że wkrótce będzie lepiej i łatwiej...



Podziel się
oceń
0
0

Zdaniem innych... (7) | Co ty na to?

realia pobytu w szpitalu

...tak więc jak już nas karetka dowiozła, weszliśmy do "pokoju przyjęć" tam wypytano mnie co dziecko jadło, piło, o której i ile,
 książeczka zdrowia, nie my zagraniczni, proszę, o to karty ubezpieczeniowe, nie mogę wyjąć, może  mi pan/i pomoże, tak dziękuję,
 jakie miasto, Oslo, jaka ulica - może ja to pani zapiszę, nie proszę powiedzieć, ojej, faktycznie, może niech mi to pani zapisze,
 ja potrzymam dziecko, nie nie dopiero co przestał płakać i sie trochę uspokoić jakbym go pani podała, znów zacząłby płakać....
zapisuję trzymając Vicia na kolanie, 
dostaję do podpisania zgodę a podanie narkozy i zabiegi koniecze,
proszę mnie o wszystkim informowac,tylko pod tym warunkiem podpisuję,
ależ właśnie pania poinformowaliśmy,że dziecko będzie miało oczyszczoną ranę i założony opatrunek
...wzięli nas na oddział, dziecko mi zabrano, drzwi przed osem zamknięto i znów usłyszałam jego rodzierający płacz, dopiero wtedy i ja się rozkleiłam...
...okazało się, że tylko założono mu wenflon do podania kroplówki i oddano mi dziecko tak jak było, zaprowadzono do łóżka, dano ubranka na przebranie i ...
...jakiś czas później przypomniała sobie o nas piguła, przyniosła kroplówkę na stojaczku i kazała z dzieckiem siedzieć, bo noszone było za wysoko względem woreczka i nie kapało jak trzeba,
tyle że moje dziecię jak było widać może i obolałe, ale w miejscu siedzieć nie chciało
...koło 20ej miał mieć ten zabieg, poszłam pytać piguły a one "spokojnie zdąży się pani wykąpać, pan doktor jeszcze operuje "
...dwie i trzy godziny póżniej słyszałam to samo, Vic dostał kolejną kroplówkę i srodek przeciwbólowy, zdrzemnął się nawet, ale obudził się po 23ej, i był już zmęczoy i obolały, a my nadal czekaliśmy,
  w pokoju zaduch i gorąc, okna nie było jak otworzyć, żeby innych dzieci nie zawiało, 
wychodzilam z nim na korytarz ciągnąc za nami tą kroplówkę, jak juz go zmuliło i usnął o 1ej w ocy to się okazało, że o 1.15 wezmą go na zabieg - a więc znowu płacz, ból, narkoza na kilka minut, mały przerażony, a oni mi mówią, że  teraz mały  może pospać!
ależ gdzież tam!
Vic bez kropli wody od 8 godzin, mój mały "dojarz" ani myślał spać, bo mu się pić chciało!
po kilkunastu minutach jego ryku pielegniarka oznajmiła, że pai doktor zgodziła sie podać mu kilkadziesiąt mililitrów wody, nie mógł dostać za dużo, żeby nie zwymiotował, bo wtedy znów byłby na kroplówce...
niewiele to było dla niego,ale jakoś o 2ej udało mi się go uśpić, miał spać bez poduszki, więc ja sobie ją pożyczyłam i na własnym kocu wyciągnęłam się na podłodze - za co zostałam opieprzona, ale spłynęlo po mnie jak po kaczce...
...potem najgorsze było czekanie, co powie pan ordynator po zmianie opatrunku - rana na klatce piersiowej ropiała, zasłonięta opatrunkiem, na brodzie goiło się ładnie i szybko, chociaż Vic rozbil sobie strupa o posadzkę jak nas przenieśli do pokoju z wystrojem jak sprzed wojny i kamienna posadzką - Vic już chodził, ale jeszcze nie na tyle dobrze by nie łapać czasem gleby, hm, nawet częściej niż czasem...
...zmiana opatrunku co 2 dni, i za każdym razem słyszałam, że się ładnie goi, przed weekendem prognoza,że wyjdziemy w czwartek następnego tygodnia, ie można tam było wytrzymać, zawlaszcza dzieciaki miały przegiglane, bo awet nie wolno było z pokoju na korytarz wychodzić, ze względu na zmniejszenie odporności organizmu po poparzeniu do minimum, żeby jeszcze się nie rozchorował, a i tak jak w weeknd Vic zaczął mieć straszny kasszel, to się martwiłam, czy mu się czasem zapalenie płuc  ie rozwinie po tym schładzaniu go...lekami pluł, jedzeniem także, w poniedziałek przesał pić, suche pieluchy, nowy wenflon, bo stary się zapchał po tygodniu z żyle, kroplówka nawadniająca, we wtorek to samo - ja już odchodziłam od zmysłów, myślę, że Vic to czuł, bo sam walił głową w materac w łóżeczku...jak nam w środę powiedzieli, żę w czwartek wychodzimy - wszystko minęło jak ręką odjął, kaszel i katar miał nadal, ale i tak nas puścili do domu - i tam siedzieliśmy aż do niedzieli, kiedy pogoda byla tak piękna, żę poszliśmy rodzinie do kościoła...
...ja nawet skorzystałam z posługi księdza w szpitalu i poszłam do spowiedzi...
...na poniedziałkowej kontroli pan ordynator zaordynował smarowanie raz dziennie maścią Contratubex i 3 razy dziennie Linomagiem oraz wyznaczył kolejną kontrolę, a my 3 dni poźniej brykaliśmy do Norge na planowe szczepienia - na szczęście kaszel znikł i mogli mu je podać...


Podziel się
oceń
0
0

Zdaniem innych... (4) | Co ty na to?

14 miesiac - pobyt w szpitalu

Towarzysze niedoli szpitalnej - Amelka i Bartek
     
to zdjecie nie mialo byc takie duze,ale tak mi je zapisalo w plikach... tu juz zupelnie wymeczony Vicus...

Podziel się
oceń
0
0

Zdaniem innych... (3) | Co ty na to?

14 miesiac - szpital

.

Dokladnie tydzien przed ukonczeniem 14 miesiaca mojemu synowi zdarzylo sie byc sprawca i ofiara wylania na siebie kubka z goraca herbata...
Glupota osoby doroslej bylo postawic ten kubek w jego zasiegu...
Jeszcze gorsza glupota bylo wypowiedzenie slow na swoje usprawiedliwoenie, ze zawsze gdy jest wiecej osob doroslych w poblizu dziecka - czyli wtedy ja - to sie liczy na to, ze ta osoba go dopilnuje...
Tak, bylam niedaleko - i jak tylko w moim mozgu wyswietlilo sie skojarzenie co zawiera kubek, na widok jak Vic po niego siega, zareagowalam - niestety, nie jestem supermenka, nie zdazylam...

Dobrze, ze dalszy ciag moich reakcji byl na tyle opanowany i szybki, ze dzieki temu sa szanse na to, ze nie bedzie sladow po tym okropnym poparzeniu brody i lewej strony klatki piersiowej...nawet siebie nie  podejrzewalam o takie opanowanie w sytuacjach krytycznych...
...nie mniej jednak widok kulajacej sie skory i odkrytej tkanki pod nia jest przerazajacy, stres byl taki, ze nie pamietam pewnych szczegolow...zdarlam z niego ubranie w oka mgnieniu, schladzalam recznikami ociekajacymi zimna woda, mowi sie ze lepiej woda z pryszica, ale ile zimnej wody zniosloby cialko takiego malucha, szok termiczny i tak byl wielki, bol, taki , ze cialem wstrzasaly drgawki, krzyk pomieszany z placzem tak wszechogromny az przerazajacy...
Dzieki Bogu, ze karetki szybko jezdza...

Oczyszczanie rany i zalozenie opatrunku musialo sie odbyc w znieczuleniu ogolnym tak wiec mimo, ze przyjeli nas na oddzial o 17.30 to i tak trzeba bylo czekac z podaniem narkozy minimum do 20ej, bo  o 15ej Vic zjadl obiadek...kroplowka za kroplowka, o 23ej podany Dolargan, a zabieg dopiero o 1.15 w nocy jak sie skonczyly planowe operacje...w szpitalu noc i cisza, a dziecko zmeczone, placzace, obolale czekalo - tak, po srodkach przeciwbolowych, ale jak boli oparzenie, wie kazdy komu sie przytrafilo chocby niewielkie, a tu byla mowa o 10 procentach powierzchni skory!

Okazalo sie, ze choc aparatura i lekarze swietni, to warunki ogolne w szpitalu jak za krola cwieczka - w zasadzie rodzice maja sie cieszyc, ze dane im jest byc z wlasnym dzieckiem,ale spac maja na siedzaco na iewygodnych krzeselkach, a ktory jest szczesciarz, to mu sie trafi jeden z 5, tak slownie jeden z pieciu foteli! Ja sie polozylam na podlodze, za co mnie porzadnie opieprzono, bo to lamanie regulaminu...

tak wygladal moj Viciu poltorej doby po oparzeniu sie...

    



Podziel się
oceń
0
0

Zdaniem innych... (6) | Co ty na to?

tydzień 50 - wyraźna poprawa

 

Antybiotyk podawany przez 14dni zrobił swoje - Leukocyty prawie w normie, lekka anemia, CRP 6 czyli prawidlowe no i OB 21 czyli juz niedaleko do normy w porównaniu z tym co było - zalecenia nadal lacidofil, podawany jeszcze przez minimum 2 tygodnie - i tu uwaga dla was - jeśli lekarz zaleci, tak jak w Vica przypadku, podawanie go już w trakcie stosowania antybiotyku, to nalezy to robic w trakcie lub do pół godziny po posiłku, ale minumum 2 godziny po podanu antybiotyku!!! o czym ja oczywiscie nie wiedziałami podawałam go na łyżeczce razem z Zinnatem,który nazywalismy lodami, bo podaje sie go bezposrednio z lodówki, i ten lek bardzo Vicowi podszedł, bo na szczęście słodki...

No i własnie w 50 urodzinki mojej Maman wybił mu sie 6ty zabek!!! teraz ma 2 na górze i 4 na dole :)

 

 


Podziel się
oceń
0
0

Zdaniem innych... (0) | Co ty na to?

tydzień 49 - juz jest lepiej

 

Antybiotyk działa - kolejne badanie krwi wykazało leukocyty bliżej normy, CRP niższe i OB 54 czyli zmierzamy ku dobremu...

Niestety pojawiły sie plesniawki w buzi, które trzeba scierać gazikiem nasączonym preparatem Aphtin, bardzo nieprzyjemna sprawa i dla Vica i dla mnie, żeby mu to robic...

Ale kaszlu nadal prawie nie ma, zmieniono mu syrop na Drosetux, bo jak już pokasływał, to kaszelek miał suchy.

Ale juz broił nieźle, nawet nocami zacząl sypiać troche lepiej, tylko sie niemiłosiernie pocił...

 


Podziel się
oceń
0
0

Zdaniem innych... (1) | Co ty na to?

tydzień 48 - Vic nadal chory

 

Choroby ciąg dalszy -

zastrzyki podawane przez prywatnie przychodzącą pielęgniarkę środowiskową nie przyniosły wiekszego efektu - temperatura nadal była do 38,5 wieczorami, ale juz nie skakała powyżej 39st.C.

Maleńka dupcia pokłuta i posiniaczona, kolejne badanie krwi z nadzieją na poprawę - i kolejnego dnia telefon - prosze odebrać wyniki i jechac do szpitala - OB nadal 94, CRP 48, leukocyty 11,1tyś.

Tylko drugiego dnia od zaczęcia podawania Zinnatu temperatura spadła do 37,5st.C.

Trafiłam w szpitalu na tego samego lekarza, z miejsca wystarszył mnie, że będzie trzeba Vica w szpitalu położyć, a dla mnie było to najgorszym wyjściem biorac pod uwage nie tylko obładowanie tego tygodnia, ale też stres dla dziecka, które nadal czuło sie dobrze i nie miało zmian osłuchowych, nawet nie kaszlało!

 

Tym razem zdjęcie rtg było milej wykonane, i smiech na sali, że jak on ma zapalenie płuc, skoro ma taki wygar decybelowy!

zanim lekarz dostał opis zdjecia, poobserwował Vica i na szczęście nie kazał mu zostać w szpitalu , tylko kontynuować antybiotyk i kontrolować stan dziecka. Zmiany na zdjęciu rtg zaczęły powoli ustępować, zostało stwierdzone, że widocznie pierwszy antybiotyk nie był trafiony - szkoda tylko tej pokłutej dupki...

 


Podziel się
oceń
0
0

Zdaniem innych... (0) | Co ty na to?

tydzień 47 - szok totalny!

 

Wirusowe obustronne zapalnie płuc!

Ta diagoza, na podstawie zdjęcia rtg wykonanego na oddziale pediatrii zwaliłaby mnie z nóg, gdybym nie siedziała - żadnych objawów, oprócz wysokiej temperatury, która nawet lekarzowi dzieciecemu nie wydała sie strasznie dziwna, ja zwróciłam uwagę, że mnie niepokoi, bo utrzymuje sie od tygodnia, a w końcu ile można paść dziecko eferalganem w czopkach i panadolem w syropie?

Pediatra zlecił badanie krwi na OB, morfologie i CRP - dla mnie makabryczne juz było podejście do pobierania krwi - ale laborantka fachura jak nie wiadomo co, trafiła od razu w żyłę, której nawet nie było widać!

 Wyniki miałam otrzymać nazajutrz, nawet osłuchowo było wszystko w porządku, lekarz żadnych szmerów na oskrzelach an płucach nie stwierdził.

Wieczorem Maman zaalarmowała mnie, że mam dzwonić do pediatry na komórkę, bo sa wyniki nie w porządku - zaczęłam ryczeć jak mi kazał jechać z dzieckiem do szpitala, bo ma 21,7tyś.leukocytów, CRP 56, a opad (OB) 94!!!

 

Podjechaliśmy do niego do domu po wyniki, skierowanie do szpitala na obserwację i jazda na ul.Szpitalną.

Tam oczywiście tłumaczenie, że Norweg, że nie ma polsiego peselu i opieprz od lekarza dyżurnego, że to nie jest nagły przypadek! a ja na to, że jak to nie skoro dopiero co wyniki lekarz mi podał i kazał do szpitala jechać!

 

Sam rentgen to było traumayczne przeżycie dla nas obojga - pani fachowa, ale zimna, zapakowała maluszka w sztywną tubę z pleksi, spięła pasami, żeby sie nie ruszał i zrobiła zdjęcie migiem - nie muszę chyba podkreślać , że wrzask Vica niósł się po połowie szpitala...mogła chociaż uprzedzić jak to będzie wyglądało, mały przerazony, ja cała w stresie...

 

Dr.n.med. który nas przyjął zapisał antybiotyk w zastrzykach domięsniowych Biodan, syrop Mucosolvan i najbardziej gorzkie krople świata na polepszenie oddychania...kazał znaleźć pielegniarkę, która jak najszybciej zastrzyk poda, a potem 2x dziennie przez 6 dni.

 

Biegiem autem do nocnej apteki, i dzięki Bogu, że Maman ma znajomą pielegniarkę - nieważne , że na drugim koncu miasta, podała zastrzyk szybciutko.

Sensacja była do północy, ale potem Vic padł jak kawka...

Należy dodać, że dziecko objawów choroby oprócz temperatury rosnącej 38-39,3 wieczorami i względnego marudzenia, nie miało żadnych...

 

 

A...i należy dodać,że tata nie wiadomo co zrobil z kompem, ale poszły się walić wszystkie zdjęcia Victora!!! od chwili narodzin! bo nigdynie miał czasu, żey je zgrać na płyty! mam tylko te, które na moją prośbę zgrywał dla rodzinki...tyle razy prosiłam! nie moja wina, że u nas w kompie były jakieś dziwne programy, których nie umiem dobrze obsługiwac, a te które znam, nie działały...trzeba wymienic cały twardy dysk...ale zdjęć sie juz chyba nie uda uratować z tego starego dysku...

:(

 


Podziel się
oceń
0
0

Zdaniem innych... (2) | Co ty na to?

tydzień 46 - wizyta u rodzinnego pediatry

 

Wizyta u rodzinnego pediatry - pojechałam z Maman do lekarza, który jest pediatrą Antka po tym jak po obudzeniu sie rano Vic wrzeszczał nieprzerwanie przez 2,5 godziny - cos mnie tknęło - ale osłuchowo wszystko ok, podejrzenie infekcji wirusowej,lekko zaczerwienione gardło,  mocno podwyższona temperatura i opuchnięte dziąsła wskazywały na to, że chyba wychodzi mu kilka zębów jednocześnie...

 

Zalecony eferalgan w czopkach i lacidofil oraz tantum verde na dziąsła  i gardło...

 

Temperatura rosła wieczorami do 39,5 st.C. a nocki były wprost koszmarem, łóżeczko kompletnie wyszło z uzycia, bo Vic zasypiał i spał tylko na mnie, brzuchem do brzucha, z głowa na moich piersiach, i nie było opcji, żeby go odłozyc nawet tylko obok siebie na łóżku (jednoosobowym)! Budził sie w nocy co godzinę, z płaczem takim, że nie wiadomo było co robic, przeklinałam proces wyrzynania się zębów, zwłaszcza, że sama wiem co to jest odkąd wybijały mi sie zęby mądrości (?!)

 

 


Podziel się
oceń
0
0

Zdaniem innych... (2) | Co ty na to?

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 30 września 2014

Zajrzało tu:  130 360  

Fotki Victora

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Opisuję...

początkowo opis życia we mnie, a teraz relacja z cyrków jakie ma matka z dzieckiem :)

Autorka:

Zodiakalny Baran , dążący uparcie do celu, ideałów - dusza artystyczna kochająca piękno...
Silna kobieta, życiowo pragmatyczna o duszy romantyczki, chodząca własnymi ścieżkami...

"LUDZIE POWIEDZĄ,
ŻE IDZIESZ W ZŁĄ STRONĘ,
ZA KAŻDYM RAZEM,
KIEDY PÓJDZIESZ SWOJĄ DROGĄ"

Statystyki

Odwiedziny: 130360
Zapiski
  • liczba: 168
  • komentarze: 538
Bloog istnieje od: 2723 dni

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl